O próżni, idealizmie, materializmie, czasie, odległości i materii
(by SGPierzynowski)
Dawno nic nie bazgrałem, a chyba jest coś ciekawego. Wczoraj ja i moja córka - 9 letnia Karolina zobaczyliśmy w „Ilustrerat Vetenskap”, że jacyś amerykanie z Kalifornii chcą zrobić coś z niczego. Mianowicie uzyskać energie z próżni - po prostu boska sprawa.
No ale jak już kiedyś się udało takiemu jednemu przez 6 dni (siódmego dnia odpoczywał) zrobić wszystko z niczego. To, dlaczego amerykanom ma się to nie udać?
Dowcipy na bok, to jest poważna sprawa, bo to chodzi o to czy materializm, czy idealizm jest górą.
Zacznijmy ab ovo. Czas i odległość to są połączone byty niematerialne, czyli idealne i mogą sobie w próżni istnieć – nawet jak jej (próżni) nie ma. Ale, ale, nie powinno być czegoś w czym (próżnia) nie ma nic ? Jeśli coś jednak powstaje w tej próżni to musi to być niezwykle np. wielkie buuummm (wielki wybuch) i był i mamy materie, bo czas oddzielił się od odległości rodząc materie. Pierwszymi dziećmi tego porodu materii były kwanty. Było to bardzo dawno temu (ponad 14 mld lat temu) i dzisiaj raczej ich (kwantów) już nie ma prawa być powstały z nich inne atomy – nawet złoto i węgiel. No chyba, że te buuummm powtarza się i to całkiem często. Tak czy inaczej kłopot jest, podobno najsprytniejsi tego świata (fizycy) potrzebują kwantów – bo tak fajnie jest dobrze o nich mówić i na nie narzekać, że są tak niesforne (nie daj się bezkarnie podglądać) szczególnie jak nikt nie może tego zweryfikować. Czuje, że zasada nieoznaczoności Heisenberga w kontekście ze stała Planka daje kolejna kwadraturę kola i to z liczby będącej najważniejszym atrybutem kola. Coś w tym rodzaju, że dodanie dwóch liczb „Pi” powinno dać liczbę parzysta, a raczej nie daje, a może daje? Kto wie?
Konkludując - jednak idealizm jest na wierzchu.
Jestem chyba w jakimś stopniu „plaskoziemcem” – jak każdy zresztą po trosze powinien być.
Stefan G Pierzynowski
TBG 2025-10-14